HTS :: O nas ... :: News :: The Himalaya Master :: Biblioteka :: Uniwersytet Himalaya :: Galeria
Multimedia :: Podcast :: Z³oty Brzask :: Warsztaty :: Zajêcia cykliczne :: Kalendarz Ezoteryczny
Prezenty dla sponsorów :: Tablica Og³oszeñ :: Linki :: Kontakt :: Wp³aæ dotacjê :: Mapa Strony
» HTS » Biblioteka » Czy tylko raz ¿yjemy na Ziemi » 3. Cel reinkarnacji

Follow us on:
UNIWERSYTET HIMALAYA
NAUKI MISTRZW
Ezoteryczny Uniwersytet
Duchowy HIMALAYA
Zapraszamy wszystkich chętnych do podjęcia duchowych studiów korespondencyjnych.
Po zarejestrowaniu będziesz otrzymywać dwa razy w tygodniu Duchowe Orędzie Himalajskich Mistrzów w postaci lekcji i wykładów.
Liczba studentw: 878
Zarejestruj się
Biblioteka Wiedzy Ezoterycznej - katalog
SATSANG on WEB
Himalaya Master - odpowiedzi na pytania Uczniw, Studentw
Zbiory nauk duchowych:
Sûtry: HRIDAYA (Apokryfy)
Udâny: PMH
Æakramy
Tajemna Wiedza o Æakramach - oœrodkach œwiadomoœci i duchowych mocy!
Jogasutra
Ksiêga Jogi - Ryszi PatañdŸali. Komentarze
Gematria
Mistyczna Numerologia
Kosmogram Gematryczny
Listy od Mistrza
Duchowe nauki i rady zawarte w listach od Himalaya Master do Uczniów
Gâthâ
Nauki wierszem, poematy i powiedzenia metryczne
Słownik
Himalaya Wiki
 
 


KSIKI, SKRYPTY, CD
PREZENTY DLA SPONSORW
Nowoci:
Devanagari
praca zbiorowa
blok do æwiczeñ
kaligrafii sanskrytu
Czohanija 2008
Himalaya Tirtha Sangha
Pieœni duchowe, bhad¿any, hymny wedyjskie, mantramy nagrane podczas Festiwalu Czohanija 2008.
Sukha Sutra
The Himalaya Master
P³yta CD, 42 afirmacje piosenki, które pomagaj¹ rozwin¹æ cechy bogactwa duchowego i materialnego.
Przekazy Mistrza Himalaya TOM 2
Himalaya Master
Per³y Duchowej Wiedzy. Kolejne odpowiedzi na nurtuj¹ce pytania, porady i wskazóowki. Autor prostuje wiele zagmatwanych zagadnieñ z dziedziny Rozwoju Ducha, Jogi, Medytacji, Religii, Mistyki.
Aktualna lista prezentów
 
 
Licznik odwiedzin: 6964381
Ostatnia aktualizacja strony:
06-11-2022, 22:28
Wstêp
1. Niepokój ludzkoœci
2. Co to jest reinkarnacja
3. Cel reinkarnacji
4. Proces reinkarnacji
5. Dowody reinkarnacji
6. Dowody reinkarnacji - pamiêæ minionych wcieleñ
7. Nadzieja ludzkoœci




Wielkim celem reinkarnacji jest ewolucja.
 
Powracamy wielokrotnie na ziemiê nie pod jakimœ naciskiem z zewn¹trz, ale wprost dlatego, ¿e Dusza – nasze w³aœciwe Ja – pragnie dalej rozwijaæ siê, wzrastaæ i poznawaæ, aby staæ siê kiedyœ swobodnym twórc¹. BodŸcem, który na nowo sprowadza nas na ziemiê, jest pragnienie doœwiadczeñ i prze¿yæ, g³ód poznania, ¿¹dza pogr¹¿enia siê w têtni¹cy ruch fizycznego ¿ycia. Wprawdzie ¿¹dza ta jest trudna do zrozumienia dla ludzi, którzy mieli ciê¿kie doœwiadczenia w poprzednim ziemskim ¿yciu, bo nie maj¹ wcale ochoty ich powtarzaæ; podobnie pod koniec jednego ¿ywota nie nêci nas perspektywa powrotu na ziemiê, wolelibyœmy odpoczynek w jakimœ „raju”. Przetem nasza zwyk³a œwiadomoœæ jest tylko cz¹stk¹ œwiadomoœci ca³kowitej i nie zdaje sobie sprawy ani z celu, z u¿ytecznoœci nawet najciê¿szych prze¿yæ i doœwiadczeñ; widnokr¹g jej jest bardzo ograniczony. Ale JaŸñ g³êbsza, Dusza œwiadoma, widzi wielki choæ daleki cel i rozumie, co mo¿e doñ zbli¿aæ.
 
Pojêcia, jakie ludzie maj¹ o duszy s¹ bardzo niewyraŸne i nieokreœlone, tote¿ nie rozumiemy, ¿e dodatnie cechy – jak si³a charakteru, bystroœæ intelektu, czy g³êboka dobroæ – które cenimy w ludziach, rozwija³y siê przez d³ugie wieki wysi³ków i pracy, a nie s¹ bynajmniej darami kapryœnego losu. Dusza, podobnie jak cia³o, rozwija siê i roœnie. Podczas d³ugiej serii bytowañ budz¹ siê, jedna po drugiej, jej cechy i zdolnoœci, podobnie jak u dziecka budzi siê i rozwija umys³owoœæ wraz z fizycznym wzrostem.
 
Celem ¿ycia jest rozwin¹æ w nas ukryte; wrodzone moce; nic siê nie dodaje do naszej duchowej jaŸni, która wszystko w sobie zawiera; budzi siê tylko to, co w niej drzema³o, tak jak w ziarnie, które przejawia to, co w nim by³o w stanie potencjalnym ukryte.
 
Rozwój duszy jest przechodzeniem w³adz utajonych ze stanu uœpienia w stan czynny. A celem nastêpuj¹cych po sobie ziemskich wcieleñ jest dostarczenie takich bodŸców, które najszybciej obudz¹ i wprowadz¹ w ruch wszystkie w³adze Duszy.
 
Duch nasz zawiera w sobie nieskoñczonoœæ. Bóg mieszka w ka¿dym cz³owieku. Jeœli ktoœ posiada jak¹œ zdolnoœæ, której my nie posiadamy, jak¹œ cechê, która wzbudza w nas uznanie i zachwyt - nie s¹dŸmy, ¿e jest od nas bogatszy, ¿e wiêcej mu dano; bynajmniej, on tylko tê stronê swej natury wczeœniej od nas rozbudzi³.
 
Któ¿ nam przeszkadza skupiæ wysi³ek i wolê i t¹ sam¹ cechê wydobyæ z g³êbi w³asnej duszy? Jest to mo¿liwe i nie nazbyt trudne.
 
Bogactwo wyobraŸni artysty, harmonie natchnieñ muzyka; jasna i cierpliwa myœl uczonego; szerokoœæ pojêæ i syntez filozofa; a wreszcie olbrzymi rozum mêdrca, a mi³oœæ œwiêtego – wszystko to drzemie w naszych duszach i czeka chwili obudzenia siê i przejawienia.
 
Myœl¹c o duchowej stronie wszechrzeczy widzimy, ¿e nie ma spraw wielkich i ma³ych, m¹drych i g³upich, bo wszystko jest duchem i Bogiem. Ale badaj¹c œwiat dalej widzimy, i¿ duch przejawia siê mniej lub bardziej wyraŸnie, zale¿nie od plastycznoœci form. Jeœli forma jest nieprzenikliwa, niezdolna do szerokiej skali wibracji, jak w cz³owieku dzikim na przyk³ad, wówczas duch w nim ukryty nie mo¿e siê prawie wcale przejawiaæ. Jeœli zaœ forma jest przejrzysta, giêtka i subtelna, o bardzo wysokim rozwoju, jej wewnêtrzny Bóg objawia siê w tak olœniewaj¹cej chwale i potêdze, ¿e pochylamy przed nim g³owê w szczerym zachwycie i czci. Œwiêty Pawe³ nazywa³ takie objawienie Chrystusem w cz³owieku.

 Ewolucja form jest jednym z zadañ wielkiej szko³y œwiata, ale nie jedynym, jest to tylko jedna strona ewolucyjnego procesu, drug¹ jest stopniowe rozszerzanie siê œwiadomoœci. W miarê rozwoju form, ¿ycie w nich ukryte coraz szerzej mo¿e siê przejawiaæ. Ewolucja form to powolna przemiana minera³u w roœlinê, roœliny w zwierzê, a zwierzêcia we wspaniale zbudowany organizm cz³owieka; a gdy ten organizm dosiêga najwy¿szego rozwoju, gdy siê w nim budz¹ dot¹d „uœpione” wy¿sze zmys³y, a system nerwowy i mózg dochodz¹ do doskona³oœci, mo¿e s³u¿yæ jako narzêdzie dla œwiadomoœci nadcz³owieka. Zaœ ewolucjê ¿ycia mo¿na nazwaæ coraz wiêkszym rozszerzaniem siê œwiadomoœci i coraz pe³niejszym wyra¿aniem siê jej poprzez formê, czyli cia³o, którego u¿ywa; coraz wiêksze jego opanowanie, a¿ staje siê podatnym i giêtkim instrumentem, jak dobre skrzypce w rêku muzyka.
 
Dawni Riszi – mêdrcowie i wieszcze Indii – twierdzili, ¿e ludzkoœæ jest „ras¹” istot duchowych, które w niezmiernie odleg³ej przesz³oœci dobrowolnie opuœci³y sw¹ górn¹ ojczyznê, aby zdobyæ poznanie ni¿szych, przejawionych œwiatów; a z czasem w³adze nad wszelk¹ materi¹ s³onecznego systemu, aby móc w niej swobodnie tworzyæ, wspó³dzia³aæ œwiadomie i rozumnie z Wszechtwórc¹. Mówi¹ nam, i¿ rozpoczê³y one niegdyœ sw¹ wêdrówkê jako duchy doskona³e w swojej sferze we wszechœwiecie przejawionym; ale przekona³y siê wkrótce, ¿e bez odpowiedniego narzêdzia nie mog¹ poznaæ, a wiêc i zrozumieæ najró¿niejszych rodzajów wibracji otaczaj¹cej materii; ani uzyskaæ w niej oddŸwiêku na zmiany zachodz¹ce w ich œwiadomoœci. A wiêc posiada³y wprawdzie moc swego Boskiego Ojca, ale w stosunku do ni¿szych sfer przejawionego œwiata znajdowa³y siê jeszcze w stanie bezbronnym, nie maj¹c nad nimi w³adzy.

P³ynê³y niezliczone wieki, a powoli uczy³y siê czyniæ materiê podleg³¹ swej woli. Dziœ, znajduj¹c siê w stadium ludzkim, dosz³y, czyli doszliœmy my, do rozumienia wibracji fizycznych, - najpowolniejszych z poœród wszystkich we wszechœwiecie - i umiemy, do pewnego stopnia kierowaæ swym fizycznym cia³em; potrafimy równie¿, w pewnej, choæ nieznacznej jeszcze mierze, pojmowaæ i rz¹dziæ wibracjami œwiata namiêtnoœci i wzruszeñ; umiemy ju¿, - bior¹c pod uwagê ogólny rozwój wspó³czesnej ludzkoœci – panowaæ nad najbardziej pierwotnymi ¿¹dzami; choæ wojna wykaza³a, ¿e w podœwiadomych z³o¿ach psychiki, tak jednostek, jak grup, kryj¹ siê jeszcze najdziksze instynkty, ¿¹dza okrucieñstwa – co jest odmian¹ ¿¹dzy w³adzy – gorsza ni¿ u zwierz¹t, bo zasilona intelektem; ale chciejmy przypuszczaæ, ¿e jednak wiêkszoœæ ludzkoœci stoi ju¿ nieco wy¿ej, ponad tymi psychicznymi spaczeniami i osi¹gnê³a stopieñ rozwoju, w którym umie rz¹dziæ, przynajmniej ni¿szymi namiêtnoœciami. Psychologia podœwiadomego zajmuj¹c siê ukrytym i dla nas samych nieznanym, œwiatem st³umionych popêdów i uczuæ, znacznie w tym pomaga; mo¿na wiêc powiedzieæ, ¿e poznawanie i rz¹dzenie tym œwiatem spl¹tanych myœlo-czuæ jest w³aœnie teraz na warsztacie, dla znacznej czêœci ludzkoœci. Ale jeszcze o wiele mniej zna ona sferê myœli, a najmniej – duszy.
 
Pamiêtajmy, ¿e wedle prastarej wiedzy Indii, jak i nauki okultystycznej, nasze fizyczne cia³o jest otoczone i przenikniête, dla zwyk³ego oka niewidzialn¹ otoczk¹ (aur¹), materii œwietlistej nale¿¹cej do trzech sfer otaczaj¹cych kulê ziemsk¹, w tej aurze cz³owieka ju¿ przystosowanej i uorganizowanej w cia³o-narzêdzie ka¿dej istoty ludzkiej; cia³o eteryczne, sk³adaj¹ce siê z subtelniejszych cz¹stek fizycznej materii, a bêd¹ce przewodnikiem si³y ¿yciowej, tzw. Prany; nastêpnie cia³o astralne lub emocjonalne, poprzez które wyra¿aj¹ siê namiêtnoœci, ¿¹dze, wzruszenia i uczucia cz³owieka; cia³o mentalne – narzêdzia jego myœli, pojêæ, pamiêci, koncepcji itd.; oraz przyczynowe – zbudowane z najsubtelniejszej materii, tej¿e mentalnej sfery, a nazwane tak, gdy¿ jest czynnikiem ci¹g³oœci doœwiadczeñ wielu ¿ywotów. Wszystkie one stanowi¹ narzêdzia Ducha, s¹ formami, które nieustannie urabia i u¿ywa jako swych przewodników. Nawet cia³o przyczynowe (u ludzi o wy¿szym stopniu rozwoju) jest jakby œwietlistym promiennym kielichem z przedziwnie subtelnej materii; w którym p³onie – rzutowana z jeszcze o wiele wy¿szych sfer – cz¹stka ¿ycia Boga samego tzw. Monada lub jednostka œwiadomoœci duchowej. Ten Bóg-Duch w cz³owieku nie podlega ewolucji, gdy¿ w swojej sferze jest doskona³y; on to jest Ÿród³em wszystkich zdolnoœci, potêg, talentów, które przejawiaj¹ siê i wypowiadaj¹ jedne po drugich; w przeci¹gu niezliczonych wieków, poprzez jego pow³oki-narzêdzia.
 
Wszêdzie wokó³ nas widzimy ludzi m³odych i starych, wiek ich organizmów fizycznych liczy siê na lata – od kolebki do grobu. W wielkiej szkole œwiata mamy i dusze m³ode lub stare, które jedne wczeœniej, inne póŸniej rozpoczê³y sw¹ odkrywcz¹ wêdrówkê w ni¿sze œwiaty; a szerokie pole tej ich wêdrówki liczy setki ziemskich ¿ywotów, a s¹ one tylko czêœci¹ cyklu ich ¿ywota, tzn. czasu od wyjœcia duszy ze swej ojczyzny ku ziemi, i z powrotem. Ale Duch jest poza czasem, jest bez pocz¹tku ni koñca, jest bezgraniczny i nieograniczony.
 
Czy¿ mo¿na znaleŸæ silniejszy bodziec do wysi³ków, do cierpliwego stawiania czo³a wszystkim przeciwnoœciom i ciosom ¿ycia, jak pewnoœæ, ¿e najwiêksza moc jakiej mo¿emy pragn¹æ; najbardziej œwietlista wielkoœæ duszy do jakiej wybiega nasza têsknota; najwy¿szy szczyt cz³owieczeñstwa jaki mo¿emy sobie wyobraziæ, ju¿ teraz istniej¹ w nas samych; ukryte, uœpione, jak ruñ pod œniegiem, jak ziarna drzemi¹ce w glebie; ¿e zbudziæ siê musz¹, ¿e jest to nieuniknionym ich przeznaczeniem i nic nie mo¿e go powstrzymaæ? Jest to jeno kwesti¹ d³u¿szego lub krótszego czasu, a ten od nas samych w znacznej mierze zale¿y.
 
Cz³owiek wzrasta w miarê, jak poznaje dwójnie przeciwieñstw – rozkosz i ból, ¿yczliwoœæ i niechêæ, przyci¹ganie i odpychanie, czyli sympatie i antypatie, powodzenie i klêski, zapa³ i zniechêcenie, aktywnoœæ i biernoœæ, spokój i walkê, i to, co nazywamy dobrem, jak i to co nazywamy z³em. Na niskim stopniu rozwoju nawet nienawiœæ jest dobra, bo staje siê czynnikiem budz¹cym z têpoty i ociê¿a³oœci; na tym poziomie ka¿dy ruch jest dla ewolucji jednostki dobry, bo pomaga jej uczyniæ nastêpny krok w rozwoju. Tylko to, co ewolucji przeszkadza, co ruch na przód wstrzymuje, zwalnia lub opóŸnia, jest z punktu Przyrody – z³e. A cz³owiek tylko przez w³asne doœwiadczenie poznaæ mo¿e zarówno fizyczne jak moralne prawa.
 
W naszych wielokrotnych wcieleniach na ziemi. Przyroda dba tylko o nasz rozwój, o budzenie ukrytych cech, o wyrabianie ju¿ obudzonych, o doskonalenie narzêdzi jak i zawartoœci naszej psychiki i rozszerzanie zasobu naszej wiedzy; o wydobywanie z g³êbi coraz nowych warstw naszych potencjalnoœci. Nie troszczy siê wcale o nasze zadowolenie czy szczêœcie (dlatego nieraz „los” wydaje siê nam okrutny), uczy nas drog¹ cierpliwych doœwiadczeñ i prób; bowiem ka¿de zdarzenie, niemal ka¿dy krok w naszym ¿yciu, przynosi nam jakieœ „wyzwanie”, i oczekuje od nas „odpowiedzi”, a zawiera zawsze jak¹œ cenn¹ naukê; skala jej u¿ytecznoœci zale¿y w³aœnie od naszej „odpowiedzi”, od rodzaju reagowania, innymi s³owy od stosunku do staj¹cych siê wokó³ zdarzeñ i napotykanych ludzi. Ka¿da rzecz w³aœciwie przyjêta mo¿e rozszerzyæ nasz widnokr¹g, wzbogaciæ nasze ¿ycie i wznieœæ je na wy¿szy poziom; z tego punktu patrz¹c mo¿na powiedzieæ, ¿e im ciê¿sze spotykamy próby, im trudniejsze zadania, tym lepiej dla nas; powinniœmy byæ za nie wdziêczni „losowi”, bo przyspiesza nasz rozwój. To, co poczytujemy za nieszczêœcie i udrêkê, mo¿e staæ siê najcenniejsz¹, b³ogos³awion¹ nauk¹.
 
Najwiêkszy b³¹d jaki pope³niamy w stosunku do ¿ycia jest niezrozumienie jego wychowawczych celów; wci¹¿ oczekujemy od losu czegoœ przyjemnego, niemal ¿¹damy powodzenia i szczêœcia, a rzadko zastanawiamy siê nad w³aœciwym celem ¿ycia, jeszcze rzadziej umiemy w tym œwietle spojrzeæ na w³asny los. Metody wychowawcze Przyrody s¹ inne ani¿eli stosowane przeciêtnie wœród ludzi. Istniej¹ dwa rodzaje nauczania, jeden z pomoc¹ pamiêci; ta gromadzi niezliczon¹ iloœæ faktów, które s¹ mniej lub bardziej klasyfikowane, zale¿nie od indywidualnych zdolnoœci i stopnia rozwoju umys³owego ucznia, z faktów tych wysnuwa siê teorie i uogólnienia, najczêœciej oderwane od naszego codziennego jak i g³êbszego ¿ycia; drugi – stosowany ju¿ dziœ w pedagogice, zw³aszcza w wieku przedszkolnym, czyli w najm³odszych latach dziecka - jest wywo³ywaniem, drog¹ podsuwanych bodŸców, reakcji g³êbszych, budzenie w³asnych zdolnoœci, zastanowienia i twórczoœci dziecka, czyli jego potencjalnych w³adz. Pierwsza jest dot¹d stosowana w przewa¿nej wiêkszoœci szkó³ i uniwersytetów ca³ego œwiata; druga w nielicznych szko³ach eksperymentalnych i w najnowszego typu przedszkolach; w³aœnie t¹ metod¹ pos³uguje siê Przyroda w wielkiej Uczelni œwiata.
 
Stopniowo zaczynamy zdawaæ sobie sprawê, ¿e prawdziwe wychowanie nie ogranicza siê do studiowania ró¿nych ga³êzi wiedzy, jak matematyka, filozofia, biologia, jêzyki - co pobudza tylko zdolnoœci intelektualne; ¿e wychowanie istotne powinno byæ wszechstronne i harmonijne, ¿e ma urabiaæ charakter, budziæ zmys³ moralny oraz szlachetne uczucia, zasilaæ inteligencjê, by nabra³a zdolnoœci do œcis³ego, a nade wszystko samodzielnego myœlenia, uczyæ sprawnoœci praktycznej i wyrobienia w stosunkach z ludŸmi, i wreszcie rozwijaæ zdolnoœæ odczuwania rzeczy duchowych i boskich.
 
Takiego wychowania instytucje ludzkie dotychczas dawaæ nie potrafi³y. Ale szko³a ¿ycia daje. Ca³y œwiat jest olbrzymi¹ uczelni¹, dostosowan¹ w najdrobniejszych szczegó³ach do potrzeb rozwoju i postêpu milionów istot, znajduj¹cych siê na ró¿nym poziomie, a zamieszkuj¹cych zarówno powierzchniê naszego globu, jak jego wewnêtrzn¹ i otaczaj¹c¹ atmosferê. Ka¿de doœwiadczenie, jakie nam ¿ycie przynosi, wielkie czy drobne jest czêœci¹ ogólnej nauki.
 
Nie wszystkie istoty stoj¹ na tym samym poziomie, wiêc nie mog¹ uczyæ siê tego samego. Ale wszystkie – czy to bêdzie atom, mikrob, roœlina, ptak, cz³owiek, nadcz³owiek czy anio³ – spotykaj¹ takie prze¿ycia i doœwiadczenia, jakie im s¹ potrzebne, by mog³y uczyniæ krok naprzód na drodze ewolucji.
 
Na nieszczêœcie nie przyswoiliœmy sobie jeszcze tej prawdy. Czasem uznajemy jej s³usznoœæ, jeœli chodzi o bliŸnich, ale do siebie zastosowaæ jej nie umiemy. Jak¿e czêsto siê nam wydaje, ¿e gdzieœ w innym œrodowisku, rozwijalibyœmy siê o wiele szybciej; narzekamy, ¿e nie mamy odpowiednich warunków i nie chcemy zrozumieæ, ¿e te, w których siê znajdujemy obecnie s¹ najlepsze dla naszej nauki.
 
Jak¿e niewielu ludzi umie korzystaæ z nauk dnia powszedniego, chyba ¿e zmusi ich do tego jakiœ ból czy rozczarowanie. Potrzeba nieraz paru istnieñ, aby nauczyæ siê prostej zasady: „nie czyñ drugiemu, co tobie nie mi³e” i zrozumieæ, ¿e krzywdzenie innych jest z³e, ¿e musi nam przynieœæ cierpienie, i ¿e ludzie bêd¹ nam zawsze odp³acaæ t¹ sam¹ monet¹. Tymczasem moglibyœmy to samo zrozumieæ w ci¹gu jednego roku, gdybyœmy ka¿de zdarzenie traktowali jako problem do rozwi¹zania; gdybyœmy skupili ca³¹ uwagê, by poj¹æ naukê jak¹ nam niesie; zamiast, jak to zwykle bywa, czuæ siê pokrzywdzonym przez los i rozgoryczaæ siê nad jego rzekom¹ niesprawiedliwoœci¹. Jesteœmy jak dzieci, które goni¹ za barwnymi motylami; a w rozproszeniu swym dotykamy zaledwie powierzchni zdarzeñ, które mog¹ zawieraæ g³êbok¹ naukê; ka¿dy dzieñ mo¿e nam takie nauki nasuwaæ. Tote¿ ta sama, raz przeoczona nauka, musi powracaæ wielokrotnie w nieco zmienionej formie, dzieñ po dniu, rok po roku, a mo¿e nawet w paru istnieniach, dopóki wreszcie nie zrozumiemy jej wewnêtrznego znaczenia. Czasem jakaœ trudna lekcja ¿yciowa, której treœci nie chcemy zrozumieæ, narzuca siê nam podkreœlona umyœlnie cierpieniem i dopiero wówczas zmusza nas do zastanowienia. A czasem towarzyszy jej radoœæ, aby rozbudziæ w nas pragnienie jakiegoœ osi¹gniêcia. Z nieskoñczon¹ cierpliwoœci¹ Matka Przyroda stosuje najró¿niejsze œrodki, by otworzyæ ludziom oczy i pomóc przyswajaæ trudne nauki.

Gdybyœmy byli jako pojêtni uczniowie, zmniejszylibyœmy znacznie sumê cierpienia, albowiem ból jest skutkiem nieznajomoœci lub nie poddawania siê prawu, czy te¿ upartej nieuwagi lub niechêci do przyswajania nauk.
 
Gdybyœmy naprawdê pragnêli zdobywaæ wiedzê ¿ycia i chêtnie przyjmowali ka¿de zdarzenie, rozumiej¹c, ¿e mo¿na je zmieniæ na cenny dar; gdybyœmy wspó³dzia³ali z wielkim pr¹dem ewolucyjnym, który kieruje siê ku jednoœci Ducha, zamiast uparcie staraæ siê p³yn¹æ przeciw pr¹dowi, wzrastalibyœmy szybko i radoœnie. Ile¿ nam czasu potrzeba, by zrozumieæ, ¿e wszechœwiat porusza siê wedle niez³omnych praw, ¿e otacza go boska mi³oœæ, a nieskoñczona m¹droœæ kieruje zarówno wibracjami pojedynczego atomu, jak ruchami planet, rz¹dzi ¿yciem najniepozorniejszego z ludzi, jak i przeznaczeniem ca³ych narodów!
 
Pamiêæ przesz³ych doœwiadczeñ, dostrzeganie ich zwi¹zku i wyci¹ganie wniosków, stanowi wiedzê. Ale m¹droœæ posiada tylko ten, kto zna g³êboki wewnêtrzny sens bytu i górny cel wszystkich wydarzeñ i doœwiadczeñ. Kto zna prawdê jednoœci wszech¿ycia i ¿yje wed³ug niej.
 
Jeœli spojrzymy w siebie i postaramy siê sumiennie badaæ nasze myœli i ukryte pobudki, przekonamy siê, i¿ wiêkszoœæ trudnoœci i cierpieñ spowodowanych jest egoizmem, namiêtn¹ chêci¹ wy³¹cznego posiadania rzeczy i ludzi.
 
Zasadniczo w przeci¹gu bardzo d³ugiego czasu w naszej ewolucji, podczas ca³ego cyklu zwanego w filozofii hinduskiej cyklem, albo „³ukiem” zstêpnym, który powinienby w³aœciwie nosiæ miano inwolucji, bo jest to zstêpowanie Ducha w œwiaty coraz g³êbszej materii, któr¹ ma poznaæ, opanowaæ i urobiæ w niej swe odbicie, czyli „osobowoœæ”, egoizm jest konieczny; jest on prawem koniecznym podczas budowania osobowoœci; zdobywanie, przyci¹ganie, gromadzenie i przyswajanie jest nieodzowne dla rozwoju samodzielnego oœrodka œwiadomoœci, dzia³aj¹cego poprzez materiê ni¿szych sfer. Wiêc w tym okresie branie, czyli egoizm, nie jest bynajmniej z³y, bo rozwojowi jednostki pomaga.

Staje siê z³y tj. przeszkadzaj¹cy, a nawet wrêcz t³umi¹cy dalszy rozwój, gdy oœrodek naszej œwiadomoœci jest ju¿ zbudowany, „zindiwidualizowany” niejako i silny; gdy wchodzimy na drugi czyli wstêpny „³uk” tj. w ewolucjê w³aœciw¹, gdzie prawem jest dawanie, dzielenie siê, wspó³praca, zamiast poprzedniego wspó³zawodnictwa i zaborczoœci. Jest to moment doœæ krytyczny, zarówno w rozwoju jednostki jak spo³eczeñstw, bo prawem bezw³adnoœci ci¹gnie w dó³ ku dalszemu ró¿nicowaniu siê i wyodrêbnianiu, a to jest ju¿ prawem „wczoraj”. Innymi s³owy mo¿na by porównaæ pierwszy okres do robienia zapasów w³asnych dóbr, a gdy ten dosiêga maksimum, musi nast¹piæ oddawanie tego coœmy zgromadzili. Punkt prze³omowy jest trudny. Ludzkoœæ, jako ca³oœæ, zdaje siê do niego zbli¿aæ, a mo¿e siê nawet siê w nim znajdowaæ w tej chwili.

Trzeba zawróciæ na w³asnej osi niejako, trzeba poznaæ nowe prawo i ochotnie siê jemu poddaæ. Nie daje siê to zazwyczaj bez walki, zmagañ, buntów i „tragizmów”. Ciœnienie przyrody zmusza wreszcie do tego odwrócenia siê od „wczoraj” i do przyswajania nauki „dziœ” z rzutem w jutro. Wówczas egoizm zmienia siê powoli w altruizm; czyli nie to nam daje radoœæ i szczêœcie co mo¿emy dla siebie zdobyæ; a to czym siê mo¿emy z innymi podzieliæ; tendencja do chwytania i zagarniania zmienia siê najprzód w pewn¹ równowagê stwierdzenia: ¿e nic z zewn¹trz nie mo¿e byæ do naszej istoty dodane, ¿e wszystko jest w nas, czyli wzrasta poczucie samo-starczalnoœci; a po pewnym czasie zmagania siê w nas dawnych na³ogów z tym nowym odkryciem, przychodzi uczucie takiego bogactwa i pe³ni, ¿e dawanie i dzielenie siê staje siê naturaln¹ koniecznoœci¹, po prostu nie mo¿emy ¿yæ inaczej.
 
Przyroda powoli, bardzo powoli wskazywa³a nam i wpierw potrzebê i obowi¹zek dbania nie tylko o siebie, dzielenia siê w kole najbli¿szej rodziny i przyjació³, a potem grupy szerszej, a¿ na du¿ym ju¿ stopniu rozwoju czujemy za naród, i jesteœmy gotowi nawet siebie dlañ poœwiêciæ; a¿ w koñcu czujemy za ca³¹ ludzkoœæ; ten poziom odpowiada poznaniu najwy¿szego i najwa¿niejszego prawa: jednoœci ¿ycia, czyli jedni w Duchu. Wówczas oddajemy wszystko radoœnie, ofiara jest szczêœciem, stajemy na progu nadcz³owieczeñstwa, bo Duch jest teraz zarz¹dc¹, zamiast osobowoœci rz¹dzonej wyodrêbniaj¹cym siê egoizmem. A duchowoœæ czyli ¿ycie wed³ug praw Ducha, to wszechmi³oœæ i wszechjednoœæ.
 
Jesteœmy ju¿ dziœ na tyle „dojrzali”, ¿e w g³êbokich warstwach naszej podœwiadomoœci kryj¹ siê wielowiekowe wspomnienia poprzednich ¿ywotów, spêdzonych w rozmaitych krajach, epokach, kulturach, raz jako mê¿czyzna, to znów jako kobieta, w narodach mniej lub bardziej cywilizowanych, w religiach prymitywnych i w najwy¿szych. Jakim wiêc nonsensem jest uwa¿anie wyznawców innych ni¿ obecna nasza religia, za mniej od nas cywilizowanych „pogan”; patrzenie z góry na tych, którzy innym imieniem nazywaj¹ Boga i innych ni¿ my u¿ywaj¹ symbolów; wszak tak „niedawno” mogliœmy do tej religii nale¿eæ, a któ¿ wie czy nie urodzimy siê w niej w przysz³oœci. Podobnie siê rzecz ma z antagonizmem rasowym; barwa skóry nie ma nic wspólnego z umys³owym i wewnêtrznym rozwojem, mogliœmy sami „tylko co” nosiæ fizyczn¹ pow³okê, która siê nam dziœ wydaje oznak¹ „rasy ni¿szej”. S¹ to przes¹dy, ciasne i niem¹dre, niezmiernie szkodliwe, bo zaprzeczaj¹ce podstawowej prawdzie ¿ycia; podobnie jak i wynoszenie siê ponad ludzi mniej od nas wykszta³conych czy zdolnych, mniej rozwiniêtych, a nawet wykazuj¹cych widoczn¹ „m³odszoœæ” od nas; mogliœmy zaledwie „wczoraj” przyswajaæ sobie z trudem nauki nad którymi ci od nas „m³odsi” mozol¹ siê dziœ. Serdeczne kole¿eñstwo, rozumienie i pomoc nale¿y siê od nas tym braciom naszym w wielkiej rodzinie ludzkoœci. O ile¿ by³oby to ³atwiejsze gdybyœmy zrozumieli, ¿e w sferze duchowej stanowimy wszyscy jednoœæ.
 
Gdybyœmy przyjêli ideê reinkarnacji - choæby jako robocz¹ hipotezê w braku innej, dostatecznie t³umacz¹cej zjawiska ¿ycia - przestalibyœmy biadaæ nad w³asnym losem; zazdroœciæ innym powodzenia czy zdolnoœci, twierdziæ, i¿ „niema na œwiecie sprawiedliwoœci”, bo cz³owiekowi nieetycznemu powodzi siê, a inny uczciwy potyka siê wci¹¿ o trudnoœci; potrafilibyœmy zrozumieæ ¿e ka¿dy mo¿e mieæ inne nauki do przyswojenia, bo w innym jest „wieku” i co innego jest prawem jego rozwoju. To tylko tzw. „sprawiedliwoœæ” ludzka jest tak ciasna i œlepa, ¿e taki sam kodeks prawny stosuje do prymitywnych psychik, zaledwie zaczynaj¹cych sobie przyswajaæ praktycznie pewne zasadnicze pojêcia, co i do bystrych, intelektualnie rozwiniêtych i ju¿ dobrze zdaj¹cych sobie sprawê z tego co dobre, a co z³e. Ale w królestwie Przyrody taka sama sprawiedliwoœæ niez³omnych praw panuje w fizycznej jak w moralnej dziedzinie; myœli i uczucia, namiêtnoœci i po¿¹dania, czyny i têsknoty s¹ wszystkie wa¿one na takich samych szalach i równie logiczne i nieodmienne przynosz¹ skutki; tylko „przestrzeñ” na której dzia³aj¹ i s¹ widoczne jest inna, jedno ¿ycie czy ich dziesi¹tek.
 
Ile¿ to ju¿ razy prze¿ywaliœmy namiêtn¹ mi³oœæ i ¿¹dzê, jak i nienawiœæ i dziki mœciwy gniew, walkê, zemstê, okrucieñstwo i wszystkie ni¿sze i pierwotne namiêtnoœci; mieliœmy ju¿ doœæ czasu, aby je poznaæ i przekonaæ siê o ich szkodliwoœci, aby opanowaæ je i przemieniæ we wzruszenia wy¿sze; poddawanie siê im dziœ jest cofaniem siê wstecz, jest jedynym prawdziwym „grzechem” w ewolucji. Nie jest rzecz¹ zbyt trudn¹ obserwuj¹c starannie swoje uczucia, pragnienia i wrodzone, a nie narzucone, wewnêtrzne pojêcia i reakcje – czyli zmys³ dobra i z³a, egoizmu i altruizmu – zrozumieæ na jakim dziœ stoimy stopniu i co jest prawem rozwoju, w naszym „dziœ”; a wtedy nie bêdzie te¿ zbyt trudne znalezienie busoli dla indywidualnego postêpowania, jak i wyrozumia³oœci w stosunku do innych.

* * *

Reinkarnacje mo¿na równie¿ nazwaæ procesem nieustannego umierania i odradzania siê; a proces ten jest w przyrodzie powszechny. Wystarczy zastanowiæ siê chwilê, aby przyznaæ, ¿e umieranie jest naszym dobrym znajomym i nieustannym towarzyszem.
 
Biologia nam mówi, ¿e tkanki naszego cia³a wci¹¿ siê zu¿ywaj¹, czyli umieraj¹ i s¹ zastêpowane przez nowe; mo¿na powiedzieæ, ¿e ca³e fizyczne cia³o tylko dlatego sprawnie funkcjonuje, ¿e proces dostosowania siê do zmiennych wymagañ œrodowiska i wci¹¿ zmieniaj¹cych siê warunków jest nieustanny. Czyli proces odradzania siê jego komórek wci¹¿ siê dokonuje. Mo¿emy powiedzieæ, ¿e i w naszych uczuciach – a wiêc i narzêdziu ich - zachodz¹ równie¿ ci¹g³e zmiany, jest one wci¹¿ w ruchu, jak woda poruszona ró¿nymi uderzeniami wiatru. Inaczej czujemy jako dziecko, inaczej w wieku m³odzieñczym i inaczej jako dojrzali ludzie, a zapewne inaczej te¿ jako starcy; a zale¿y to nie tylko od zmian w mózgu i systemie nerwowym. Choæ mo¿e siê nam zdawaæ, ¿e posiadamy szereg sta³ych, niezmiennych uczuciowo-myœlowych przekonañ, ukochañ, czy d¹¿eñ, przy bli¿szym badaniu przekonamy siê, ¿e i te przechodz¹ wci¹¿ ró¿ne przemiany i przeobra¿enia; jeœli pog³êbiaj¹ i wzbogacaj¹, jeœli coraz szersze zataczaj¹ krêgi, tym lepiej dla nas, znaczy ¿e ruch odradzania siê jest sta³y, ¿e stare formy uczuæ – zwietrza³a materia cia³a astralnego – odpadaj¹ (umieraj¹) a powstaj¹ nowe. Z koniecznoœci zmienne warunki, spotkania, zdarzenia, wywo³uj¹ nowe uczuciowe reakcje; a nieoczekiwane i wyj¹tkowe wstrz¹sy mog¹ wywo³aæ niemal ca³kowite „zawalenie siê” naszej emocjonalnej struktury, jakby burza wszystkie dotychczasowe uczucia zmiot³a, pozostawiaj¹c ugór, na którym dopiero po pewnym czasie pojawia siê nowa ruñ.
 
Zdolnoœæ odradzania siê wzruszeniowego stanowi g³ównie o psychicznej „m³odoœci” cz³owieka. Krzepniêcia wra¿liwoœci uczuciowej, obojêtnoœæ, czyli nie odpowiadanie na bodŸce, powolnoœæ wibracji, skostnia³oœæ i uparte zatrzymywanie siê, jakby obiegu ¿ywej „krwi” w uczuciowym organizmie – skleroza psychiczna – jest w istocie przewag¹ œmierci nad odradzaniem siê; a zale¿y to od stopnia wp³ywu Ducha na to swoje narzêdzie astralne. Mo¿na twierdziæ z ca³¹ pewnoœci¹, ¿e ten sam proces umierania i odradzania siê „komórek”, a nawet ca³ych organów naszego cia³a astralnego jest równie nieustanny, jak przemiany zachodz¹ce w ciele fizycznym, a nawet wiêkszy, bo materia jest lotniejsza.
 
Czy¿ nie to samo mo¿na powiedzieæ i o umys³owoœci? Od kszta³towania siê pojêæ, wyrabiania siê umiejêtnoœci wyci¹gania wniosków, uogólnieñ, jakie tworz¹ siê w wieku m³odzieñczym, gdy reakcje ¿yciowe s¹ ¿ywe, a ruch myœli szybki i gwa³towny, a¿ po „ustalenie siê” przekonañ, pogl¹dów, wierzeñ itd. i tu zmiany zachodz¹ wci¹¿ i ci¹gle stare jest odrzucane – zamiera - a nowe powstaje lub zmienia, modyfikuje, przetwarza. Dawne pojêcia wietrzej¹ i bledn¹, nowe powstaj¹ wci¹¿; jeœli siê rozszerzaj¹ i wznosz¹, tym lepiej, a wszelkie zakrzepniêcie w „ustalonych zasadach”, wszelka niechêæ do badania nowych, choæby rewolucyjnych idei, jest smutnym dowodem przewagi elementu œmierci nad odradzaniem siê w naszym mentalnym organizmie.
 
Na szczêœcie pochód cywilizacji, nowe odkrycia nauk i rewolucyjne techniki, zmuszaj¹ myœli nawet przeciêtnych ludzi do ci¹g³ych odnowieñ swych pojêæ; a liczne objawy materializmu przewa¿aj¹cego dziœ w œwiecie, sk³aniaj¹ wiele ¿ywych umys³ów do zastanowienia i jakby chêci neutralizowania tych wp³ywów przez g³êbsze koncepcje ideologiczne i rzetelniejsze uczucia religijne. Wiêc przemiany dokonywuj¹ce siê wokó³ nas, w tak zdawa³oby siê przyspieszonym tempie w ostatnim dziesiêcioleciu, wywo³uj¹ i odpowiednio szybkie zmiany w umys³owoœciach ludzi.
 
Streszczaj¹c mo¿na powiedzieæ, ¿e zarówno nasze fizyczne jak i uczuciowe i myœlowe organizmy podlegaj¹ nieustannym zmianom, które ca³kiem œciœle mo¿na nazwaæ procesem umierania i odradzania siê. Id¹c o krok dalej mo¿na stwierdziæ, ¿e œmieræ i narodziny s¹ to dwie strony tego samego procesu, gdy¿ odradzanie siê jest niejako drug¹ po³ow¹ œmierci. Ka¿da istota umiera tylko po to, aby sie odrodziæ.
 
Jeœli chodzi o cz³owieka zarówno w pierwszej po³owie tego procesu, jak w drugiej, ci¹g³oœæ jego œwiadomoœci nie przerywa siê. To¿samoœæ œwiadomoœci jest zachowana poprzez niezliczone cykle œmierci i odrodzeñ. I znów id¹c o krok dalej, stwierdziæ mo¿na, ¿e stosunkowo ma³a zachodzi ró¿nica, czy tysi¹ce komórek naszego fizycznego cia³a zamieraj¹ wci¹¿ czy te¿ wszystkie, nagle pozbawione si³y, która trzyma³a je razem w zorganizowanym kszta³cie, rozpadaj¹ siê na poszczególne cz¹stki, by wieœæ dalej ca³kiem inny ¿ywot, gdy œwiadomoœæ istoty, która ich zespo³u u¿ywa³a cofa siê w inn¹ sferê bytowania odziana w inny organizm, z o wiele subtelniejszej materii. Czyli tzw. œmieræ fizycznego cia³a, jakiejkolwiek istoty ¿yj¹cej jest o wiele mniej „œmierci¹”, ani¿eli codzienne zanikanie poszczególnych komórek wchodz¹cych w sk³ad tego cia³a; jest ona raczej rozpadniêciem siê, roz³o¿eniem na drobne czynniki, które odt¹d zmieniaj¹ rodzaj ¿ycia. Œwiadomoœæ nie trac¹c nic ze swej to¿samoœci pozbywa siê tylko czy te¿ odrzuca, jeden zorganizowany zespó³ komórek, aby dalej u¿ywaæ drugiego, z subtelniejszej i bardziej lotnej materii. Ani nasza natura uczuciowa, ani myœlowa, nie zmieniaj¹ siê bynajmniej przez fakt odrzucenia dot¹d u¿ywanej materii fizycznej.
 
Ale poniewa¿ istotn¹, trwa³¹ œwiadomoœæ cz³owieka jest zarówno od zwyk³ych uczuæ, jak myœli odrêbna, ale – choæ przez pewien ewolucyjny okres z nimi siê identyfikuje i w tym jakby w³asnowolnie ogranicza siê i „zaœlepia” - przychodzi chwila, gdy wycofuje siê i ze swego uczuciowego i myœlowego narzêdzia w bardzo podobny sposób, jak z fizycznego.
 
Czyli nale¿y raz jeszcze powtórzyæ: umieranie i odradzanie siê jest ogólnym, powszechnym – o dwu czêœciach – procesem, który zachodzi zarówno podczas naszego ¿ycia na ziemi, w trzech naszych przewodnikach-narzêdziach – organizmach fizycznym, emocjonalnym i mentalnym – jak i w okresie nastêpuj¹cym po tym, co my nazywamy tu „œmierci¹”.
 
Jednym z radoœniejszych wniosków jaki mo¿e wyci¹gn¹æ z nauki o reinkarnacji jest stwierdzenie, ¿e od nas, i tylko od nas, zale¿y poznanie w³asnej nieœmiertelnoœci, jeszcze tu, za ¿ycia na ziemi; chodzi tylko o skierowanie uwagi ku temu czynnikowi naszej istoty, który trwa, który jest nieœmiertelny, czyli trzeba siêgn¹æ w to w nas, co zachowuje ci¹g³oœæ œwiadomoœci.
 
Ale najwa¿niejsz¹ nauk¹ Hinduizmu, któr¹ trzeba dobrze zrozumieæ, jeœli chce siê ogarn¹æ znaczenie reinkarnacji, jest twierdzenie, które mo¿e najlepiej oddaj¹ s³owa wielkiego wspó³czesnego mêdrca Szri Aurobindo, wolê je w ca³oœci przytoczyæ: „Nasze pojêcia o wszechœwiecie, przyrodzie, istnieniu, nie ograniczaj¹ siê do sfery fizycznej, ogarniaj¹ psychiczn¹ i duchow¹. Duch, dusza, œwiadomoœæ s¹ wedle nas nietylko potê¿niejsze od materii, ale s¹ ich Ÿród³em i twórc¹; wszystko inne bierze z nich swój pocz¹tek. Wszelka si³a i energia to wyrazy i w³adze ukrytego ducha; a moc¹ podtrzymuj¹c¹ œwiat jest œwiadoma Wola; przyroda jest jeno mechanizmem jej wykonawczych w³adz. Materia jest tylko narzêdziem lub polem doœwiadczalnym œwiadomoœci, która siê w niej ukrywa;  fizyczny wszechœwiat jest ruchem Ducha, specjaln¹ postaci¹ lub odmian¹ tego ruchu. Cz³owiek sw¹ myœl¹ i ¿yciem nie pochodzi od  materii i nie jest jej na zawsze podleg³y; jest on duchem który tej materii u¿ywa i przez ni¹ siebie wyra¿a”
 
To ujêcie jest kluczem do zrozumienia hinduskiej filozofii i psychologii; wedle niej ¿ycie cz³owieka wyp³ywa z wewn¹trz, z centrum niejako jego istoty, (Monady) d¹¿¹c do przejawienia siê poprzez siedmiostrefowy wszechœwiat coraz gêstszej, czy bardziej, „materialnej” materii; œwiat fizyczny jest tego wszechœwiata najzewnêtrzniejsz¹, powierzchni¹ niejako sfer¹; a fizyczne cia³o cz³owieka jest najciê¿sz¹, najgrubsz¹, najmniej podatn¹, najtrudniejsz¹ do opanowania, pow³ok¹ jego prawdziwej istnoœci.
 
Ale trzeba podkreœliæ, ¿e wedle tej filozofii materia jest pewn¹ postaci¹ ducha; (nazywa siê j¹ czêsto duchmateri¹) nie istnieje nic „martwego”; ca³a istniej¹ca materia jest nietylko przenikniêta duchow¹ energi¹ i z ni¹ nierozerwalnie z³¹czona, ale mo¿e byæ zamieniana jedna w drug¹; tzn.  to, co jest „materi¹” w jednej sferze, jest „duchem” w ni¿szej np. lotna materia œwiata astralnego mo¿e byæ uwa¿ana – i przez wielu jest uwa¿ana - za „duchow¹” w stosunku do materii fizycznej. Siedem wielkich sfer energii – które ogarniaj¹ wszystkoœæ przejawionych œwiatów – wszelkie w nich ¿ycie i wielkie formy, - to siedem stanów czy postaci ducha, od przenajwy¿szej œwiadomoœci do tej¿e, uwiêzionej i zamkniêtej (czasowo), a¿ w najg³êbsz¹ fizyczn¹ materiê naszej sfery.
 
W rozpatrywaniu nauki o reinkarnacji mówimy g³ównie o trzech pow³okach czyli cia³ach, cz³owieka – fizycznym, emocjonalnym i mentalnym. W ka¿dej z tych sfer œwiadomoœæ cz³owieka przejawia siê i wyra¿a poprzez najzewnêtrzniejsz¹ pow³okê. W ¿yciu na ziemi uczucia swe i myœli cz³owiek wyra¿a poprzez widzialne, konkretne ruchy, czyny i dzie³a. A gdy siê od fizycznego cia³a uwolni, wyra¿a siê z t¹ sam¹ swobod¹ i oczywistoœci¹ przez swe narzêdzie emocjonalne, w œwiecie tej subtelniejszej astralnej materii, która jest dlañ wówczas równie konkretn¹, jak by³a fizyczna za ¿ycia na ziemi. To samo siê powtarza w œwiecie mentalnym, gdy najzewnêtrzniejsz¹ pow³ok¹ œwiadomoœci cz³owieka jest jego organizm mentalny.
 
Te trzy nasze ni¿sze narzêdzia zosta³y nam przekazane z królestwa zwierzêcego; maj¹ one za sob¹ miliony wieków ewolucji zanim staj¹ siê dostatecznie urobione – zw³aszcza cia³o fizyczne, najdoskonalej ze wszystkich uorganizowane – i przygotowane do zst¹pienia w nie iskry najwy¿szego P³omienia Œwiadomoœci, czyli Ducha boskiego.
 
Prawd¹ jest bowiem, ¿e cz³owiek sw¹ ni¿sz¹ natur¹ „pochodzi” od królestwa zwierzêcego, ale prawd¹ jest równie¿, ¿e Duch jego jest boski.
 
Przedziwne jest zjawisko tzw. „indywidualizacji”, czyli z³¹czenia siê duszyczki najbardziej rozwiniêtego zwierzêcia, np. psa, w chwili jakiegoœ najwy¿szego wzruszenia na jakie jest zdolny, ze sp³ywaj¹c¹ z góry „potopem” energi¹ boskiego Ducha, co tworzy tzw. „duszê ludzk¹” i jej narzêdzie, zwane „cia³em przyczynowym”. Odt¹d owa dusza ludzka jest oddzielona „przepaœci¹” od zwierz¹t, (ogniwo brakuj¹ce pomiêdzy najwy¿szym zwierzêcym organizmem a najni¿szym ludzkim, nie zosta³o jeszcze przez naukê odkryte) choæ dziedziczy od nich sw¹ ni¿sz¹ naturê, któr¹ bêdzie musia³a opanowaæ, aby siê sta³a jej powolnym s³ug¹; ale jest oddzielona równie¿ od Ducha, do ca³kowitego zjednoczenia z którym ma odt¹d d¹¿yæ przez d³ugie wieki, wznosz¹c niejako, wedle symboliki wschodniej, „ziemiê w niebo” lub: powracaj¹c jako „Syn w Dom Ojca” gotów do wspó³tworzenia razem z Nim.
 
Nie miejsce podawaæ tutaj szczegó³owy opis tego przedziwnego zjawiska; wspomnê tylko, ¿e nie jeden badacz uwa¿a, i¿ zjawisko to odpowiada temu, co zosta³o nazwane symbolicznie w pismach hebrajskich „upadkiem Anio³ów”. Owo zst¹pienie Ducha w ni¿sze sfery, aby je „wznieœæ” i powróciæ po wiekach bogatszym w ich poznanie i w³adzê, jest sensem i celem ca³ej ewolucji, której drobnym fragmentem jest jeden „cykl reinkarnacyjny”, a tym bardziej jego po³owa, tj. jedno nasze ¿ycie na ziemi.
 
W symbolice wszystkich narodów staro¿ytnoœci istota ludzka jest przedstawiana jako napo³y boska, a napo³y zwierzêca (Grecja, Egipt itd.). W Indii mówi siê, i¿ dusza cz³owieka musi zdobyæ sw¹ nieœmiertelnoœæ, co t³umaczy siê wyraŸnie w œwietle tych badañ – jasnowidzeniem – nad procesem „indywidualizacji”. Stwierdzaj¹ one, i¿ tzw. „dusza ludzka” nie jest jak¹œ mglist¹, nieokreœlon¹ istnoœci¹, niewiadomo w jakim pozostaj¹ca stosunku do tego, co zwykle (na nieszczêœcie) uwa¿amy za siebie, tj. do fizycznego cia³a; ¿e jest ona oœrodkiem promiennej energii (trójcy duchowej – mocy, mi³oœci, myœli twórczej) dzia³aj¹cym w swej strefie poprzez swe narzêdzie tj. „cia³o przyczynowe”; które siê sk³ada, jakeœmy ju¿ wspomnieli, z najsubtelniejszej materii mentalnej sfery wszechœwiata. Przeznaczeniem i zadaniem tej „ludzkiej duszy” jest przejawiæ w ni¿szych sferach, opanowuj¹c je i zdobywaj¹c pe³n¹ nad nimi w³adzê – swe boskie cechy i moce, poprzez pracê wielu ludzkich ¿ywotów na ziemi. Dusza ludzka choæ ma pocz¹tek, bo jest „zrodzona w czasie”, nie ma koñca, gdy¿ bierze udzia³ w nieœmiertelnoœci i niezniszczalnoœci Ducha. Jej powolne opanowywanie ni¿szych narzêdzi i przejawianie coraz wiêcej swych twórczych cech i zdolnoœci, wymaga oczywiœcie czasu, st¹d nastêpuj¹ce po sobie cykle inkarnacji; w ka¿dej z nich wyci¹ga z ziemskich doœwiadczeñ to, co jest najlepsze, najtrwalsze i w jej ewolucji pomocne; a¿ w koñcu dochodzi do doskona³oœci tj. do pe³nego przejawienia trzech postaci Ducha w ich p³omiennej pe³ni, czyli osi¹ga szczyt ludzkiej ewolucji – Wyzwolenie, „Synostwo Bo¿e” lub nadcz³owieczeñstwo.
 
To szkicowe podanie, tak ciekawej teorii reinkarnacji mo¿e zachêci czytelnika do dalszych studiów; ale chyba wystarcza, ¿eby zrozumieæ czym jest w jej œwiecie to, co zosta³o nazwane wy¿ej „œwiadom¹ nieœmiertelnoœci¹”, a co nale¿a³oby raczej nazwaæ uœwiadomieniem sobie i w obecnym ¿yciu, w³asnej nieœmiertelnoœci. Przypomnijmy s³owa œw. Paw³a, i¿ cz³owiek sk³ada siê z Ducha, duszy i cia³a; ró¿nica pomiêdzy Duchem a dusz¹ jest w nich wyraŸnie zaznaczona. Mo¿emy równie¿ pomyœleæ o s³owach Chrystusa, i¿ mamy siê staæ doskonali jako Ojciec nasz niebieski doskona³ym jest; i zadaæ sobie pytanie czy by³oby to mo¿liwe w przeci¹gu choæby najd³u¿szego, ale jedynego ¿ycia na ziemi? A có¿ z tymi, którzy s¹ jeszcze w stanie intelektualnego i moralnego dzieciñstwa? Gdy siê nad tym zastanowimy, teoria reinkarnacji wyda siê nam mo¿e nie tylko logiczn¹ i ciekaw¹, ale i prawdopodobn¹ i w najwy¿szej mierze sprawiedliw¹.
Jeli podoba Ci si artyku
dodaj do niego swj gos
Zobacz ranking najbardziej popularnych artykuw na naszej stronie
SZUKAJ na naszej stronie


OGŁOSZENIA
 
Poszukujemy T£UMACZA
z jêzyka polskiego na
CHIÑSKI
.
Prosimy o kontakt
na adres mailowy:
info@himalaya-tirtha.org

Poszukujemy T£UMACZA
z jêzyka polskiego na
HISZPAÑSKI
.
Prosimy
o kontakt na adres mailowy: 
sadadeva@yahoo.es
Tablica ogosze
 
   
 

2005-2010 by Himalaya Tirtha Sangha.
Wszystkie prawa zastrzeone. Wykorzystywanie materiaw
zawartych na stronie bez zgody jej autorw jest ZABRONIONE.
Engine by CodaTeam

Kontakt: info@himalaya-tirtha.org


Firefox 3  Submit your website to 20 Search Engines - FREE with ineedhits!
 
strona zaprojektowana
i zarządzana na platformie
Apple Macintosh
komunikację oraz wymianę
danych z serwerem ftp
obsuguje TRANSMIT 3